to minie, myszko.


tęsknię za tym miastem. za jego łagodną surowością, za ostrym klimatem, który jednak co chwile głaszcze cię po policzku. wciąż pamiętam jego topografię i jestem prawie pewna, że potrafiłabym znów trafić we wszystkie miejsca, w które bym chciała. jeszcze kiedyś wrócę, obiecuję. 

***

za dużo. za dużo jak na jedną małą wronę. spirala nakręca się, a ja czuję się jak włos wpływający do odpływu wanny. bezwładnie, bezwolnie, ciągnięta jakąś siłą, której nawet nie próbuję się przeciwstawić. czy to już czas na te wszystkie dorosłości? czy to już naprawdę ten czas? 

jakaś bestia zadomowiła się na mojej klatce piersiowej. siada na niej o szóstej, siódmej rano i dyszy. budzi mnie i sączy do uszu ciche strumienie zmartwień. dyskretnie, ale celnie wbija paznokcie w te wszystkie wrażliwe miejsca. nie pozwala się cieszyć tym, co po prostu jest. 

nie w czas, to wszystko nie w czas. chcę w tym roku znów cieszyć się wiosną i trampkami, trzymać w dłoni twoją ciepłą dłoń i nie myśleć o tych wszystkich sprawach, które są zbyt duże, jak na jedną małą wronę. 

***

to minie, myszko. to minie. wiesz dobrze, że tak właśnie wygląda życie i że w końcu, ostatecznie i ty dasz sobie z nim radę. to miejsce na wysokości płuc, teraz tak boleśnie ściśnięte, rozluźni się i znów poczujesz w sobie powietrze.

nie zamieniłabyś tego ścisku na żaden inny, ty wiesz o tym najlepiej.
taka kara, taka karma. 

0 komentarze :

Prześlij komentarz

 
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Archiwum bloga