wspomnienia zebrą malowane

selfie z pięknego pokoju hotelowego w Brzegu

macie czasem takie wrażenie, że obiektywnie dzieje się dużo, a subiektywnie od dawna nie stało się nic? mniej więcej tak mogłabym określić ostatni czas. ukochana stara bieda, która czasem cieszy, a czasem dusi.

z rzeczy godnych uwagi postanowiłam jednak wyodrębnić: szesnaście godzin w pociągach (a w tym tygodniu dołożę kolejne siedem) w tym piękny wschód i całkiem niezły zachód słońca, brzeską szkołę wystroju wnętrz, niezwykle gościnnego właściciela brzeskiej villi romeo (pozdrawiam serdecznie), syfon jako "nienadęty" i przyjazny festiwal, wrocław mistrzowsko przebalowany i deszczową, brzydką warszawę, której za nic nie potrafię polubić, no nie i już. 

gdyby do wyodrębnionych rzeczy dołożyć przeżycia gdańskie koniecznie musiałabym wspomnieć o koncercie Natalii Przybysz i czterogodzinnej grze w laser taga, która wciąż przypomina mi o sobie zakwasami.

takie suche fakty po przecinkach, które w głowie mienią się różnymi barwami. 
bo obiektywnie naprawdę działo się dużo. 

2 komentarze :

  1. Może czasami lepiej jak wydaje nam się, że nic się nie dzieje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. racja, zazwyczaj też jestem tego zdania.

      Usuń

 
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Archiwum bloga