but I just can't wait for love to destroy us




i tak czekasz myszko, a to nie mija. mnoży się, pulsuje, narasta jak pleśń. budzi cię nad ranem, a wieczorem wgniata w poduszkę. mniej więcej o tym traktował ten wyrok. wiesz o tym aż za dobrze. palce ci puchną od nienapisanych słów. snujesz tę narrację we własnej głowie. 
  
chciałabym ci powiedzieć, ale nie mam którędy i właściwie pewna nie jestem, czy koniecznie tobie. czy to po prostu wizja opowiedzenia się na nowo nie jest sama w sobie największą pokusą. powoli i od początku, wymieniać detal za detal, ranę za ranę, wzruszenie za wzruszenie. takie kobiece pitolenie, powiesz. pewnie miałbyś rację. mam w sobie gorący detal, mam w sobie pełno gorących detali, które mnie parzą, spalają, bolą. 

bo to właśnie z detali składa się mój świat. gorącej kawy na ulicy długiej, czytania z telefonu sklepów cynamonowych po raz wtóry, lecz pierwszy na długiej. wszyscy składamy się z detali. przygryzania wargi w chwili niepewności, oglądanych przed snem filmów. 

cieszę się, że choć na chwilę wyjdę z tego miasta. 
za dużo.
za dużo jak na jedną małą wronę.
  


0 komentarze :

Prześlij komentarz

 
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Archiwum bloga