Żadnych przyjaznych domów.




"Potrzebuję iluzji, złudzeń jak powietrza
Bo nie mogę przestać pompować mego serca"
 
Znów miasto. Przede wszystkim miasto. Nocne autobusy i zatłoczone tramwaje. Główne Miasto, Motława, morze. Do (nie)znudzenia te same ścieżki, a jednak dużo nowego. 
 
"Bo jestem furiat oczekujący cudów
Chcę prawdziwej fabryki snów, a nie znów marnej podróbki Hollywood'u"
 
Magia Jelitkowa nie ustaje. Wciąż te same dancingi przy Parkowej. Ta irracjonalna radość życia przy nieszczęśliwym i białym misiu. Ciepły Bałtyk i chrupiące gofry. Dużo mniej spokoju, ale już niedługo wakacje się skończą, a ja z moim morzem zostanę. Znów sam na sam. Bo "cuda są wewnątrz" i wciąż chodzę po domu, jak mantrę powtarzając "żadnych przyjaznych domów, żadnych przyjaznych domów".

0 komentarze :

Prześlij komentarz

 
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Archiwum bloga