Przedłużony aport.

  
  
A jednak przywiązuję się do miejsc. Miejsca mnie uspokajają. Szczególnie to miasto, bo spotkało mnie w nim już tyle rzeczy, a ono wciąż jest, trwa i czeka na mnie niezmiennie. I wracam do niego, staję na tym samym balkonie patrząc w to samo niebo, budzę się w tym samym łóżku i patrzę w to samo okno. I wiem, że skoro budziłam się w różne, inne, gorsze dni to w ten też się obudzę. A wieczorem wyjdę i przejdę się znów tą samą ulicą nad tę samą rzekę. I będę czuć spokój. 



"i do tego lęku
do żywicy w żyłach, wycia do rozdarcia, rozbujanych drzew
do tych snów, że wracasz, niesiesz w zębach patyk (...)"

0 komentarze :

Prześlij komentarz

 
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Archiwum bloga