A Jok tylko żyje.




Kiedy Fredrikson przyszedł o świcie zastąpić mnie przy sterze, wspomniałem mu mimochodem o zadziwiającym i całkowitym braku zainteresowania otoczeniem, jakie przejawiał Jok*.
- Hm - zastanowił się Fredrikson. – A może wręcz przeciwnie, wszystko go obchodzi? Tak sobie, w miarę. Nas obchodzi wyłącznie jedno: ty chcesz być, ja chcę coś robić, mój bratanek chce mieć. A Jok tylko żyje.
- E tam – powiedziałem. – Żyć potrafi każdy.
- Hm – odparł Fredrikson. A potem pogrążył się, jak zwykle, w milczeniu, z nosem w brulionie, w którym rysował dziwne konstrukcje maszyn wyglądających jak pajęczyny albo nietoperze.

Niemniej postawa Joka wydaje mi się w jakimś sensie nonszalancka. Mam na myśli to, o czym mówiliśmy: że się tylko żyje. Przecież żyje się i tak, niezależnie od wszystkiego. Według mnie chodzi o to, żeby mnóstwo ważnych, bardzo istotnych rzeczy, które każdego z nas stale otaczają, umieć przemyśleć, przeżyć, zdobyć. Tyle jest najrozmaitszych możliwości, że włos mi się jeży na karku, gdy o nich pomyślę. A w samym środku tego wszystkiego siedzę ja- i jestem oczywiście najważniejszy.

Teraz, po latach, martwi mnie, że nie ma już tylu tych możliwości. Zastanawiam się na czym to może polegać. W każdym razie ja nadal siedzę w środku i już to samo jest pociechą. 


T. Jansson "Pamiętniki Tatusia Muminka"

*Jok- ojciec Włóczykija 

0 komentarze :

Prześlij komentarz

 
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Archiwum bloga