Małe trolle i duża powódź.



 

— Opowiedz coś o Tatusiu — poprosił Muminek.
— Był niezwykłym Muminkiem — powiedziała jego Mama z tęskną zadumą.
— Ciągle chciał się przenosić z jednego pieca do drugiego. Nigdzie nie było mu dobrze. No i znikł — odszedł z Hatifnatami, tymi małymi wędrownikami.
— Co to za jedni? — spytał zwierzaczek.
— To taki rodzaj trollowatych zwierzątek — wyjaśniła Mama Muminka. — Przeważnie są niewidoczni. Czasem siedzą pod podłogami u ludzi i kiedy wieczorem robi się cicho, słychać, jak tam drepczą i szurają. Ale najczęściej wędrują dookoła świata, nigdzie się nie zatrzymują i nic ich nie obchodzi. Nigdy się nie wie, czy Hatifnat jest wesoły czy zły, zmartwiony czy zdziwiony. Jestem przekonana, że nie mają w ogóle żadnych uczuć.
— Czy Tatuś stał się teraz Hatifnatem? — zapytał Muminek.
— Nie, skądże — odrzekła Mama. — Oni go po prostu zwiedli zabierając ze sobą.
— A gdybyśmy go tak spotkali któregoś pięknego dnia! — odezwała się Tulippa. – Ucieszyłby się chyba?
— Na pewno- powiedziała Mama Muminka. —Ale to się nam raczej nie uda. – I zaczęła pochlipywać.
    
Brzmiało to tak żałośnie, że po chwili wszyscy pociągali nosami, a gdy już rozpłakali się na dobre, tyle innych smutnych spraw zaczęło im przychodzić na myśl, że płakali coraz bardziej i bardziej.
 
T. Jansson "Małe trolle i duża powódź"

0 komentarze :

Prześlij komentarz

 
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Archiwum bloga