Nie chce mi się myśleć źle.




Dawno już Bałtyk nie był tak fascynujący. Tak zmienny. Przechodzący od spokoju do śnieżnej burzy, by znów zanurzyć się w spokoju niczym puchowej kołdrze. Morze lizało brzegi, coraz zachłanniej, coraz głębiej wdzierając się w ląd. Wiatr porywał ziarenka piasku i unosił je do góry, by choć przez chwilę zobaczyły świat wokół. Muszle chrzęściły pod nogami.
  
Zimą chyba jeszcze bardziej kocham to morze. 

Wiesz, po prostu... dałam się zachwycić. A im człowiek starszy, tym zachwyca się rzadziej. 

Wiał też wiatr. Chwilami mocny i porywisty, a chwilami łagodnie gładzący zmarznięte policzki. Wieje już tak od kilku dni i aż oczy mi się świecą gdy patrzę za okno. Uwielbiam wiatr. Dlatego stanęłam na samym końcu molo i przez chwilę mnie nie było. Tak bardzo, bardzo, bardzo wiało... 

I to wszystko jest banałem. Wiem. Te landszafty wody łączącej się z niebem. Słowa o tym jak wzburzało się morze. Ale to najprawdziwszy banał na jaki mnie teraz stać. Najbardziej mój. 

Plaża miała dziś tyle kolorów. A ja się tak zachwyciłam, że  nawet mi się nie chce, nie chce mi się myśleć źle.  
  

 


2 komentarze :

  1. O matko jakie piękne zdjęcia! Aż chcę się wyrwać pierwszym lepszym transportem nad morze. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. W zasadzie Bałtyk zawsze jest jakiś ładniejszy w okresie jesienno-zimowym.
    Upał do niego nie pasuje, tak jak i tłumy ludzi.

    OdpowiedzUsuń

 
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Archiwum bloga