I nie przeszkadzaj mi bo tańczę.

 

Wiesz, chciałabym opisać ci to uczucie, ten rodzaj wewnętrznego drżenia, które mnie wypełnia. Jakby coś pod żebrami obudziło się po dwudziestu trzech latach i zachciało... wszystkiego. Obudziło się głodne, łapczywe, zaczęło się rozglądać coraz większymi oczami i chcieć, chcieć, chcieć. To tak jakbyś grał w Jengę i wyciągał kolejne klocki. Konstrukcja się chwieje, ale wciąż jeszcze trzyma się fundamentów. Miejsce wyjętych elementów wypełnia świeże powietrze. O krok od zburzenia każdy udany ruch niesie satysfakcję.

Buduję się wciąż na nowo. Wyciągam klocki, szukam im nowych miejsc. Coraz odważniej wypowiadam zdania. Nie poznaję się w lustrze. I wiem, jak bardzo się zmieniłam i że zmieniam się wciąż. Nie wiem czy w tym momencie ktoś mógłby za mną nadążyć. "I nie przeszkadzaj mi bo tańczę"

Czasami bywam bardzo sfrustrowana. Są takie godziny. Tygodniami kompulsywnie sprawdzam skrzynkę mailową w oczekiwaniu na wiadomości dla mnie ważne, dla innych niewiele znaczące. I myślę o Bukowskim, który po męczącej pracy na poczcie miał siłę bombardować wydawnictwa setkami listów, nie zważywszy na odmowy. Myślę o tym, że jeszcze nie wiem jak, ale znajdę sposób, że "to miasto będzie należeć do mnie".



0 komentarze :

Prześlij komentarz

 
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Archiwum bloga