*** (Budząc się z ręką złożoną spokojnie)

  
  
    
M. Świetlicki

***

Budząc się z ręką złożoną spokojnie 
na genitaliach, w żadnym grzesznym celu,
spokojnie i niewinnie, przysłuchujac się
urojonemu deszczowi i znajdując w nim
jeden cienki i głośno mamroczący głosik
powtarzający mojotwoje imię,
zagłuszany przez dżunglę, w chwilę potem znowu
wyraźny i natrętny - bardzo mocno wierzę,
że już się obudziłem, a jeśli już nie śpię, 
to to, co słyszę, pewnie dziś się ziści.

Budząc się i nie wiedząc, czy ktoś przy mnie leży,
nie poszukując nikogo, nie sprawdzając, czekam
aż się ze zgiełku ciemności wynurzy
ręka i dotknie, nawet jeśli bywasz
niemożliwie daleko, poza granicami
rozsądku, upiornie na zewnątrz,
to tak się stanie, bo tak się stawało
zawsze, a to nie pamięć, to jest wiedza, 
pewność, konieczność, skoro mam płeć i 
jestem sennie gorący - to dziś się to ziści.
  
Więc nie masz twarzy. Musisz się pogodzić
z tą sytuacją. To za każdym razem 
jest jednakowo silne. To za każdym razem
jest jednakowo martwe. Urojony deszcz
zamalowuje podwórze na nieco ciemniejszy
odcień szarości. Jednocześnie zjawia 
się zjawa słońce - więc kolory, zdaje
się, pozostają jednakowe. Całkiem
anonimowa historia, tu nikogo nie ma,
wymięta pościel z szybko znikającą 
plamą o kształcie ciała i otwarte okno.










0 komentarze :

Prześlij komentarz

 
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Archiwum bloga