Zbiór luźnych myśli.



Wciąż wydaje mi się to niewiarygodne... kilka szczegółów, jeden punkt na maturze mniej i byłabym zupełnie gdzie indziej. Nie poznałabym tych ludzi, nie dotarła nigdy do tego miejsca... Nie wydarzyłoby się wiele rzeczy, które mnie zmieniły, ukształtowały, zahartowały, ale i powaliły na ziemię. Jeden punkt, jedna nauczona w męczarniach data, jedno zadanie z matematyki więcej, jedno słówko z angielskiego... Najczystszy przykład efektu motyla, który trzepotem skrzydeł odmienił moje życie. 
  
Jest takie miejsce oderwane od rzeczywistości, które pozwala ludziom w tym oderwaniu trwać. Miejsce w którym telefon w ręce wydaje się być czymś nienaturalnym. Nie dociera tam Facebook, a sam dostęp do internetu znaczy o wiele mniej niż dostęp do wolnego palnika w kuchni. Możesz pogadać z każdym i o wszystkim. A jeśli nie chcesz gadać to nic nie stoi na przeszkodzie żeby zaszyć się w lesie, czy nad jeziorem i patrzeć na gwiazdy. Setki, tysiące, miliony gwiazd, które rozświetlają niebo nad tym miejscem. Wjeżdżając tam mijasz tabliczkę z napisem "Kraina ludzi szczęśliwych", która mówi wszystko.

Chciałabym móc zostać tam dłużej niż trzy dni. Chciałabym biegać w kaloszach, a nie patrzeć przez okno na spowite deszczem miasto. Miasto, które kocham, ale które nie rozumie mojej potrzeby wyłączenia się i zmusza mnie do zajęcia się doczesnością. Po serii dni rozluźniającej mięśnie karku, zbliża się seria boleśnie ich zaciskających. I tylko jedna myśl pozostaje w głowie- żyć tak, by móc tam wracać. By w głowie mieć własny Przystanek Alaska- przestrzeń bez smutku i ograniczeń. 

0 komentarze :

Prześlij komentarz

 
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Archiwum bloga