Niedoczekanie.



łapiesz się na tym, że pierwszy raz w życiu czekasz na jesień
przestępujesz z nogi na nogę jak dziecko patrząc na szarzejący świat
stapiasz się z nim w całość


Chyba lubię czekać. Jestem niecierpliwa ale równocześnie znajduję w czekaniu dużo przyjemności. Ekscytacja, niepewność, napięcie, ale równocześnie bezpieczeństwo wynikające z faktu niedoczekania się jeszcze. Znajduję sobie kolejne punkty zaczepienia- daty, zdarzenia, pory. Czekanie nadaje sens upływającemu czasowi. I nawet jeśli przelewa się on przez palce to poświęcony jest jakiemuś wyższemu celowi. Czekaniu.

W pracy zamalowuję kratki zeszytu odliczając do końca zmiany, potem zamalowuję dni odliczając do ostatniego dnia okresu wypowiedzenia, w głowie liczę miesiące do projektu z którym chcę ruszyć w listopadzie, liczę też dni do werdyktu konkursu, wyjazdu do domu, złożenia papierów o stypendium... Doczekując jednego celu wypatruję drugiego, bo przecież nie można tak po prostu, trzeba mieć po co. Za wszelką cenę trzeba mieć po co. Wypatrując podnosi się głowę i staje na palcach, wtedy morska woda nie zalewa oczu, nie dosięgają jej wichry i sztormy.

Czasem odliczam też do niewiadomego. Wtedy nie wiem ile kratek obrysować w zeszycie i czy przypadkiem nie zaopatrzyć się w tych zeszytów więcej.

1 komentarze :

  1. Czekanie ma w sobie pewien urok. Zawsze. Zjadanie czekoladek z kalendarzu adwentowego to najpiękniejsze czekanie jakie mnie w życiu spotkało. Chyba aż w tym roku kupię sobie taki kalendarz i przypomnę sobie dzieciństwo i magię świąt, o której już dawno zapomniałem. Mimo to... jeśli nasze życie ma składać się z wyrywania kartek to wolę żyć chwilą, nie myśleć co dalej, nie czekać, nie tęsknić... Bycie w ciągłej przyszłości nie zwróci nam teraźniejszości, którą powinniśmy żyć. To samo tyczy się wspomnień i życia przeszłością.

    OdpowiedzUsuń

 
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Archiwum bloga