Kiedy środki stają się celami.


 
Siedzę w pracy i patrzę na zawieszoną nad sufitem wielką, dmuchaną rybę. Ryba obraca się tak, jak zawieje jej klimatyzacja. Podryguje wesoło, robi kółeczka. Jest to jak najbardziej na miejscu ponieważ jest to ryba-kółeczko przeznaczona do pływania. Nie wiem jaki sadysta wymyślił "letni wystrój flooru", ale gdzie nie odwrócę wzroku tam coś przypomina mi o tym, że mogłabym w tym momencie być na plaży. Nie jestem. Leci moja ósma godzina przy biurku, leci też efektywność, bsk, fcr, lecą itd., itp.. Falują w górę i w dół niczym wody Bałtyku. Cyferki na monitorach zmieniają się szybciej niż trajektoria ruchu ryby, a ja coraz więcej wiem o informacjach jakie ze sobą niesie każdy wers tabeli. 
   
Im więcej wiem, tym pewniej i bezpieczniej się czuję. Jestem wszak tylko człowiekiem i ponad wszystko cenię sobie to poczucie, że wiem co się wokół mnie dzieje. Z każdym dniem rośnie moja wiedza, ale i niechęć do wstania z łóżka i wpakowania się do autobusu. Codziennie dostaję też wyniki- podsumowania dzienne, tygodniowe, miesięczne i nagle łapię się na tym, że... jedna z cyferek po dzisiejszym dniu niebezpiecznie mi spadnie. Zaczynam kombinować jak ją podnieść, psuje mi się humor, oczyma wyobraźni widzę niezadowalający wynik i kurczę się niczym dmuchana ryba pozbawiona powietrza. Po pracy dzwonię do bliskiej mi osoby, żeby trochę tego spuszczonego powietrza wpompować w kogoś innego (ludzie już tak mają) i słyszzę magiczne zdania: "Ale dlaczego ty się przejmujesz? Przecież nie zależało ci na karierze w tej firmie! Nie musisz być pracownikiem miesiąca.". Wraz z odłożeniem słuchawki spada na mnie prawdziwość tych słów- znów pomyliłam środek z celem...
  
Takie pomyłki zdarzają się często. Wróć. Nie "zdarzą się", a my sami dokonujemy takiej zamiany. Po co dążyć do dalekiego i nieosiągalnego celu, skoro nauczyliśmy się perfekcyjnie poruszać pośród środków. Środek jest już osiągnięty, jest bezpieczny i znajomy. Jest jakimś etapem drogi do sukcesu, więc wiąże się z satysfakcją, poza tym daje ułudę, że dalej jest się na tej drodze. To tylko mały przystanek, trochę czasu tutaj zanim ruszę dalej...
   
Nie ruszysz.
  
Mówi się, że cel uświęca środki, a tymczasem to my je uświęcamy, ale w zupełnie opaczny sposób. Robimy z nich coś świętego. Wokół środków rosną ołtarzyki, a cele chowają się coraz dalej za horyzontem. 
  
Ta sama osoba, która wtedy sprowadziła mnie na ziemię powiedziała mi dziś, kiedy kolejny raz wszystko we mnie buntowało się przed wyjściem do pracy, że tak właśnie wygląda dorosłość. Z tym pogodzić się nie chcę. Mam przed oczami mój cel.
   
PS. Wskaźnik xyz z trzech ostatnich dni pracy mam tragiczny...

0 komentarze :

Prześlij komentarz

 
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Archiwum bloga